Zdjęcie AISmoothie bowl z owocami jagodowymi
Orzeźwiająca smoothie bowl z truskawek, malin i borówek z jogurtem greckim.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki

- 50 g Truskawki
- 50 g Maliny
- 30 g Borówki amerykańskie
- 1 szt. Jogurt grecki
- Wiórki kokosowe do smaku
- Płatki owsiane do smaku
Kroki
Myjemy truskawki, maliny i borówki.
Wkładamy owoce do pojemnika blendera i dodajemy jogurt grecki.
Miksujemy wszystko do uzyskania jednolitej konsystencji.
Przelewamy gotową masę do miski.
Przyozdabiamy smoothie bowl kawałkami truskawek, borówkami, malinami, płatkami owsianymi i wiórkami kokosowymi do smaku.
Smoothie bowl to w gruncie rzeczy zmrożony koktajl owocowy, który je się łyżką, a nie pije przez słomkę. Cała sztuka polega na gęstości — ma być na tyle zwarty, żeby posypka nie tonęła w środku, a nie na tyle rzadki, żeby się rozlewał po misce jak zupa. To tutaj decyduje się powodzenie, nie kolejność wkładania owoców do blendera.
Gęstość buduje się proporcją owoców do jogurtu i stopniem zmrożenia owoców. Jeśli masa po zmiksowaniu jest zbyt płynna, winny nie jest „zbyt dużo jogurtu", tylko owoce, które nie były wystarczająco zimne — świeże, letnie truskawki z lodówki dają wodnistą papkę, bo nie mają żadnej struktury lodu, która trzymałaby konsystencję. Dlatego najlepiej wychodzi to z owocami wcześniej zamrożonymi, choćby na chwilę w zamrażalniku.
Niektórzy mówią, że smoothie bowl trzeba miksować długo, żeby było „na gładko". Nie, bo długie miksowanie podgrzewa masę od tarcia noży i zamienia ją z gęstej pasty w ciepły kisiel — wtedy już nic nie uratuje konsystencji. Miksuje się krótko, impulsami, i patrzy, czy masa trzyma kształt na łyżce, a nie ścieka z niej.
Truskawki, maliny i borówki można między sobą swobodnie zamieniać kryterium — liczy się nie konkretna nazwa owocu, tylko to, żeby był miękki po rozmrożeniu i miał mało pestek czy błon, które zapychałyby ostrze blendera. Z tego kryterium wychodzi, że równie dobrze zadziałają mrożone wiśnie bez pestek, mango w kawałkach czy banan — banan zresztą dodatkowo pogrubia masę, bo ma dużo skrobi, więc jest dobrym ratunkiem, kiedy owoce jagodowe wyszły zbyt wodniste.
Jogurt grecki jest tu spójnikiem i jedynym źródłem tłuszczu — to on robi z wodnistych owoców coś, co się kroi łyżką. Jeśli go nie ma, zamiennikiem jest każdy gęsty, odciśnięty produkt mleczny albo roślinny o podobnej konsystencji — zwykły jogurt naturalny się nie nada, bo jest zbyt rzadki i rozwodni całość zamiast ją zagęścić.
Płatki owsiane i wiórki kokosowe dodaje się na koniec, nie w środku miksowania, i to ma swój powód — zmiksowane rozpuściłyby się w masie i zniknęłaby ich funkcja, czyli chrupkość jako przeciwwaga do gładkości smoothie. Tu też leży odpowiedź na pytanie, ile ich dodać: nie „do smaku" w sensie ilości słodkości, a do smaku w sensie tekstury — tyle, żeby każda łyżka miała kontrast miękkie-chrupkie, a nie żeby zatopić bowl pod stertą posypki.
W polskiej kuchni smoothie bowl bywa traktowany jako ciekawostka obok śniadania z kaszą czy zupy na pierwsze, i to jest uczciwe miejsce dla niego — lekki, chłodny dodatek czy drugie śniadanie, nie zamiennik solidnego obiadu. Domowa kuchenka i domowy blender mają tu swoje ograniczenia: słabszy silnik blendera może się zadławić mocno zmrożonymi owocami, więc czasem trzeba im dać kilka minut w temperaturze pokojowej, żeby zelżały na tyle, by ostrze dało sobie radę, ale wciąż zostały zimne.
Cierpliwość przy tym przepisie oznacza coś innego niż przy gotowaniu na gorąco — to nie czekanie, a pilnowanie chwili, kiedy masa jest już gładka, ale jeszcze nie ciepła. Nie miksuje się „na zapas" długo, bo z każdą sekundą masa traci tę zimną zwartość, która jest całym sensem smoothie bowl.