Makaron paglia e fieno z krewetkami, cukinią i curryZdjęcie AI

Makaron paglia e fieno z krewetkami, cukinią i curry

Makaron paglia e fieno z krewetkami, cukinią, pomidorkami koktajlowymi w kremowym sosie curry na bazie białego wina.

Porcje: 4 Przygotowanie 15 min Gotowanie 25 min Makarony
Zawiera: gluten, mleko, ryby i owoce morza
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.

Składniki

Kroki

  1. Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek i podsmażyć drobno posiekaną szalotkę, czosnek i natkę pietruszki.

  2. Dodać cukinię i pomidorki koktajlowe, dusić kilka minut.

  3. Wlać łyżkę ciepłej wody i gotować jeszcze kilka minut.

  4. Dodać krewetki, podsmażyć, wlać wino, odparować i kontynuować gotowanie. Gotowość: w najgrubszym miejscu 63°C.

  5. Przyprawić solą, dodać szczyptę płatków chili, mleko kokosowe [c1] i curry, wymieszać.

  6. Ugotować makaron, odcedzić i podsmażyć kilka minut na patelni z gotowym sosem.

  7. Podawać od razu.

Co zostało zmienione

Roślinną śmietankę zastąpiono Mleko kokosowe, aby sos curry zachował kremową konsystencję.

Paglia e fieno znaczy „słoma i siano" — to po prostu makaron w dwóch kolorach, zwykły i ze szpinakiem, kręcony razem w jednym pudełku. Włosi robili tak dla efektu na talerzu, nie dla smaku, bo szpinak w cieście praktycznie nic nie wnosi. Jeśli nie znajdziesz takiego makaronu, weź zwykłe tagliatelle albo fettuccine — różnica będzie czysto kosmetyczna, sos i tak zrobi całą pracę.

Powodzenie tego dania rozstrzyga się w dwóch miejscach: przy krewetkach i przy cukinii. Krewetka to białko, które z gumowatego w jadalne przechodzi w kilkadziesiąt sekund — nie ma tu marginesu błędu jak przy mięsie. Dlatego krok czwarty mówi wprost o temperaturze w środku, 63°C, a nie o czasie. Jeśli wolisz patrzeć, nie mierzyć: krewetka zwija się w literę C i z szarej robi się różowo-biała na całej długości. Jak zacznie się zwijać w O, zamykać się w kółko — to już za długo, mięśnie się ściągnęły za mocno i robi się jak gumka.

Cukinia ma inny problem. Składa się głównie z wody, więc smażona na mocnym ogniu bez przykrycia najpierw puszcza sok, a potem się w nim gotuje i rozpada na papkę. Łyżka ciepłej wody w kroku trzecim nie jest po to, żeby coś rozcieńczyć — to para, która dusi cukinię równomiernie, zamiast przypalać jedną stronę, a drugą trzymać surową. Ogień tu ma być taki, żeby ta woda spokojnie bulgotała, nie wyparowała w trzy sekundy.

Mleko kokosowe i curry to para, która robi z włoskiego dania coś w rodzaju tajskiego zupo-sosu, i to jest w tym przepisie najbardziej nietypowe. Mleko kokosowe daje tłustość i gładkość bez śmietany — jeśli go nie masz, śmietanka 30% zrobi podobną robotę pod względem konsystencji, ale smak będzie już inny, bardziej neutralny, mniej słodkawy. Curry w proszku to zbiór przypraw, nie jedna rzecz — kupujesz go na zapas smaku, nie na precyzję, więc nie ma sensu szukać „właściwego" curry, każde markowe mieszanki się różnią i to jest w porządku.

Białe wino w kroku czwartym ma jedno zadanie: odparować, czyli oddać alkohol i kwasowość do sosu, zanim trafi tam mleko kokosowe. Jeśli wlejesz wino razem z mlekiem albo po nim, alkohol nie zdąży się wygotować i sos będzie gryzący, nie orzeźwiający. Gotowość tego etapu widać — płyn przestaje pachnieć piekącym alkoholem, zapach robi się słodszy, bardziej winny niż spirytusowy. Kto nie pije alkoholu, może zastąpić wino bulionem z łyżką soku z cytryny — kwasowość jest tu ważniejsza niż sama obecność wina.

Szalotka, nie cebula — bo szalotka jest delikatniejsza i mniej agresywna, lepiej współpracuje z krewetkami, które same mają subtelny smak i łatwo je zdominować. Jeśli nie masz szalotki, mała cebula też się nada, tylko podsmaż ją trochę dłużej, żeby zmiękła bardziej niż szalotka by wymagała — kryterium jest takie: ma zniknąć w sosie, nie chrupać.

Pomidorki koktajlowe dodaje się całe albo przekrojone, duszą się razem z cukinią i oddają wodę razem z nią — dlatego nie trzeba ich obierać ani odpestkowywać, w tym sosie i tak się rozpadną.

Makaron dosmaża się na końcu na patelni z sosem, nie polewa się sosem na talerzu — to jest różnica między makaronem, który błyszczy i jest okryty sosem ze wszystkich stron, i makaronem, który leży obok sosu jak sąsiad z innej klatki. Odcedzasz makaron trochę przed pełną miękkością, bo ostatnie pół minuty dogotowuje się już na patelni, wchłaniając smak sosu, nie samą wodę.

Danie jada się od razu, bo krewetki twardnieją na stojąco, a makaron wciąga sos i robi się kleisty po kilkunastu minutach. To nie jest potrawa na odgrzewanie — jeśli masz gości, wszystko inne musi być gotowe wcześniej, to ma trafić na stół jako ostatni element, prosto z patelni.

Zgłoś ten przepis hello@fridge.menu