Zdjęcie AIZapiekane ziemniaki w śmietance
Proste danie z pieczonych ziemniaków zalanych śmietanką z jajkiem, czosnkiem i ziołami.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki
- 1 kg Ziemniaki
- 1 szt. Jajko roztrzepane
- 1 szt. Cebula drobno pokrojona
- 1 ząbek Czosnek
- 0.5 l Śmietanka kremówka
- 1 szczypta Gałka muszkatołowa odrobina startej
- 1 łyżeczka Tymianek świeży, drobno posiekany
- 1 łyżeczka Papryka słodka
- Sól do smaku
- Czarny pieprz świeżo mielony
- 1 łyżka Masło do natłuszczenia naczynia żaroodpornego
Kroki
Obierz ziemniaki i pokrój w cienkie plastry, ułóż razem z cebulą w naczyniu żaroodpornym posmarowanym masłem.
Roztrzep dokładnie jajko i wymieszaj ze śmietanką kremówką do uzyskania jednolitej konsystencji.
Dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy, wymieszaj.
Rozprowadź mieszankę równomiernie na ziemniakach.
Wstaw naczynie do piekarnika nagrzanego do 190 stopni (termoobieg) i piecz 60-70 minut lub do miękkości ziemniaków.
70 minOpcjonalnie przykryj naczynie pokrywką lub odwróconym żaroodpornym talerzem, aby powierzchnia zbytnio się nie przyrumieniła.
W takim przypadku warto doliczyć dodatkowe 10 minut czasu pieczenia.
10 min
To jest gratin, tylko bez francuskiej nazwy na pudrze. Ziemniak kąpie się w śmietance i jajku przez ponad godzinę w piekarniku, a cały sens tej potrawy polega na tym, że krochmal z plastrów ziemniaka wychodzi do płynu, zagęszcza go, a jajko tę masę dodatkowo spina – i tak z rzadkiej śmietanki robi się coś między sosem i budyniem, które trzyma warstwy razem. Bez tego mielibyście ziemniaki w occie ze śmietanki, które się rozjeżdżają na talerzu.
Powodzenie zależy od trzech rzeczy: grubości plastrów, temperatury w środku naczynia i tego, czy daliście ziemniakom czas, żeby faktycznie zmiękły, a nie żeby się tylko zrobiły ciepłe na zewnątrz. Plastry mają być cienkie i w miarę jednej grubości – bo piekarnik nie wie, że jeden kawałek jest grubszy, i upiecze go później niż resztę, a wtedy przy krojeniu macie i miękkie, i twarde w jednym widelcu.
190 stopni z termoobiegiem to temperatura, przy której śmietanka powoli gęstnieje i wnika między plastry, a nie gwałtownie się ścina i robi grudki na wierzchu. Gotowość nie ma nic do czasu na zegarku – nakłuwacie nożem środek naczynia, tam gdzie warstwa jest najgrubsza, i nóż wchodzi bez oporu, tak jak w ugotowaną zupę jarzynową. Jeśli stawia opór, ziemniak jest w środku surowy, niezależnie od tego, jak złota jest skórka na wierzchu.
Ziemniak bierzcie taki, co się nie rozwala przy krojeniu i ma zwarty miąższ – odmiany typu C czy C/B, te co idą na frytki albo pieczone, a nie mączyste, bo mączysty w kremówce się rozpadnie na papkę. Jeśli macie w domu tylko mączyste – nic straconego, po prostu kroicie je trochę grubiej i liczycie, że sos i tak będzie gęstszy niż u kogoś z odmianą zwartą, bo krochmalu puszczą więcej.
Śmietanka kremówka działa tu jak nośnik tłuszczu i wilgoci jednocześnie – tłuszcz nie pozwala się masie rozwarstwić podczas pieczenia, a woda w śmietance paruje i rozmiękcza ziemniak od środka. Zamiennik szukajcie po zawartości tłuszczu, nie po nazwie na kartonie: coś w okolicy 30% tłuszczu i bez dodatku żelatyny czy skrobi modyfikowanej, bo te stabilizatory przy wysokiej temperaturze robią nieprzyjemną skórkę zamiast gładkiego sosu. Śmietana 18% się nie nada – zwarzy się i puści serwatkę, a wy zamiast kremu będziecie mieli wodnistą masę z grudkami.
Jajko w tej ilości śmietanki to niewiele, ale wystarczy, żeby białko ścięło się w sieć i trzymało plastry w jednej warstwie, kiedy wyjmujecie porcję łyżką. Bez jajka dalej będzie smakować, tylko porcja się rozjedzie na talerzu jak zupa. Czosnek przeciśnięty przez praskę, bo starty na tarce czy posiekany nożem puści mniej soku i będziecie czuć kawałki, a przy pół litrze płynu to ma znaczenie dla równomierności smaku.
Gałka muszkatołowa w tej potrawie to nie ozdobnik – ona robi w nabiale to, co pieprz robi w mięsie: podkreśla tłustość, nie dodając własnego wyrazistego smaku na pierwszym planie. Świeżo starta różni się od słoikowej proszkowej tak, jak świeży pieprz od tego, co leżał w szafce trzy lata – aromaty lotne z gałki wyparowują szybko po zmieleniu, więc jeśli macie tylko starą, sypaną, dajcie odrobinę więcej.
Cebula drobno pokrojona w tej warstwie nie zdąży się skarmelizować – i nie musi, bo jej zadaniem nie jest tu słodycz z karmelizacji, a przełamanie tłustości śmietanki ostrością, która zmięknie w piekarniku, ale nie zniknie całkiem. Niektórzy mówią, że cebulę trzeba podsmażyć przed włożeniem do zapiekanki, żeby nie była surowa. Nie trzeba – godzina w płynie przy 190 stopniach to więcej czasu termicznego niż minuta na patelni, cebula zmięknie równie dobrze, a wy nie pobrudzicie drugiego naczynia.
Przykrywanie na ostatnie dziesięć minut to nie fanaberia, a zapobieganie realnej wadzie: wierzch, który jest w bezpośrednim kontakcie z gorącym powietrzem, traci wilgoć szybciej niż środek i może się ściąć w twardą, gumowatą skórę, zanim środek zdąży zmięknąć. Przykrycie zwalnia utratę wilgoci z powierzchni, więc środek ma czas dogonić wierzch. I tu cierpliwość jest składnikiem w dosłownym sensie – jeśli wyciągniecie zapiekankę po pięćdziesięciu minutach, bo wierzch już wygląda apetycznie, w środku zastaniecie ziemniaki na wpół surowe, a to się nie da odkręcić przy stole.