Zdjęcie AIGnocchi z kurczakiem i chorizo
Szybka zapiekanka z gnocchi, kurczakiem, chorizo i warzywami, zapiekana z mozzarellą i parmezanem.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki
- 70 g Chorizo pokrojone w plasterki
- 1 szt. Cebula drobno posiekana
- 400 g Kurczak pokrojony w kostkę
- 3 ząbek Czosnek przeciśnięty przez praskę
- 50 g Suszone pomidory drobno posiekane
- 1 pęczek Bazylia świeża
- 1 łyżeczka Nasiona kopru włoskiego
- 300 g Cukinia grubo starta
- 2 szt. Seler naciowy grubo starty
- 400 ml Bulion
- 400 g Pomidory krojone w puszce
- 500 g Gnocchi
- 125 g Mozzarella świeża
- 50 g Parmezan świeżo tarty
- 1 łyżka Oliwa z oliwek
- Sól
- Czarny pieprz świeżo mielony
- 25 g Parmezan świeżo tarty, do podania
- 1 pęczek Bazylia do podania
Kroki
Podsmaż chorizo i cebulę na patelni z oliwą na średnim ogniu, aż cebula zmięknie.
5 minDodaj kurczaka w kostce, zwiększ ogień i szybko obsmaż mięso, mieszając.
5 minDodaj czosnek, suszone pomidory, bazylię, nasiona kopru włoskiego, cukinię, seler, bulion warzywny, pomidory krojone i zagotuj.
10 minDodaj gnocchi i delikatnie wymieszaj. Dopraw solą i pieprzem do smaku.
5 minPrzełóż całość do natłuszczonego naczynia żaroodpornego, pokrój mozzarellę na mniejsze kawałki i rozłóż na wierzchu wraz z parmezanem.
5 minPiecz w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni (termoobieg) przez około 20 minut, aż ser się roztopi i zacznie się złocić.
20 minPodawaj ze świeżo tartym parmezanem i posypką z bazylii.
To jest coś pomiędzy zapiekanką a sosem do makaronu — gnocchi duszone w sosie z chorizo i kurczaka, a na końcu zapieczone pod serem. Jednogarnkowe danie, które zaczyna się jak sos bolognese, a kończy jak lasagne. Powodzenie zależy od jednej rzeczy: żeby chorizo zdążyło puścić tłuszcz z papryką, zanim wrzucisz resztę. To ten tłuszcz niesie cały smak dalej — jak nie wytopi się porządnie, całość będzie smakować jak zwykły gulasz z serem na wierzchu, a nie jak coś, co ma charakter.
Druga sprawa to moment, w którym wrzucasz gnocchi. One się gotują bardzo szybko, bo to właściwie ugotowane już ziemniaki uformowane w kluski — jak wrzucisz je za wcześnio albo będziesz za długo mieszać, rozpadną się w sosie na papkę. Dlatego wchodzą na sam koniec, na chwilę, tylko żeby się ogrzały i wchłonęły trochę sosu.
Niektórzy mówą, że do zapiekanki trzeba wszystko najpierw ostudzić, żeby „ser się nie rozwarstwił”. Nie, bo mozzarella i parmezan nie reagują na temperaturę dania pod spodem — reagują na temperaturę pieca. Wkładasz gorące na gorące i nic złego się nie dzieje, za to oszczędzasz sobie czekania i brudzenia dodatkowego naczynia do studzenia.
W polskiej kuchni to danie trochę wywraca kolejność, do której się przyzwyczajacie — nie ma zupy na początek, bo to jest i zupa, i drugie w jednym naczyniu. Ale jeśli ktoś chce zachować rytuał, krótka zupa jarzynowa przed tym w zupełności wystarczy, bo gnocchi z chorizo są dość sycące same w sobie.
Chorizo to tu nie dodatek smakowy, tylko silnik całego dania — ma w sobie wędzoną paprykę i tłuszcz, który pod wpływem ciepła topi się i zabiera ze sobą kolor i aromat papryki do całej patelni. Dlatego pierwszy krok to nie „podsmażanie cebuli z chorizo", tylko wytapianie chorizo, przy którym cebula akurat się robi przezroczysta. Jeśli nie masz chorizo, szukaj zamiennika po kryterium: wędzona, tłusta, ostra kiełbasa dojrzewająca — kabanosy nie zadziałają, bo są za chude i za suche, ale krakowska sucha z dodatkiem wędzonej papryki w proszku da zbliżony efekt.
Kurczak wchodzi na mocniejszy ogień niż chorizo i cebula wcześniej — nie dlatego, że "tak się robi", tylko dlatego, że chcesz, żeby mięso się przypiekło z zewnątrz, zanim zacznie puszczać wodę. Jak dasz go na ten sam średni ogień co wcześniej, kurczak się ugotuje we własnym soku zamiast się obsmażyć, i będzie szary zamiast lekko złocisty. Pierś czy udko — bez różnicy, ale udko wybacza więcej błędów, bo ma więcej tłuszczu i trudniej je przesuszyć.
Cukinia i seler naciowy są starte, nie pokrojone, bo w tej postaci oddają wilgoć do sosu zamiast zostawać twardymi kawałkami warzyw pływającymi osobno. To są warzywa, które tu pełnią funkcję zagęszczacza i rozcieńczacza jednocześnie — dodają objętości bez dodawania ciężaru. Jeśli nie masz selera naciowego, szukaj czegoś, co ma podobną włóknistość i delikatnie ziołowy, lekko gorzkawy smak — kawałek pora zrobi podobną robotę.
Suszone pomidory i świeża bazylia to są dwa różne rodzaje intensywności — suszone pomidory dają skoncentrowaną słodko-kwaśną głębię, bazylia dodaje świeżości, która inaczej by się zgubiła pod ciężarem chorizo i pomidorów z puszki. Nasiona kopru włoskiego to drobny, ale ważny szczegół — mają anyżkowy, lekko słodki ton, który łączy mięsny i pomidorowy świat. Można je pominąć, ale wtedy sos będzie bardziej jednowymiarowy, prostszy.
Bulion rozcieńcza i wiąże to, co puściły warzywa, pomidory z puszki i chorizo — bez niego sos byłby zbyt gęsty i słony. Zwykły warzywny w kostce czy kartonie wystarczy, nie potrzeba tu nic wyszukanego, bo smak i tak buduje chorizo.
Mozzarella i parmezan na wierzchu to dwa różne zadania: mozzarella topnieje i ciągnie, daje teksturę, a parmezan się przypieka i daje chrupiący, słony akcent. Piec na 180 stopni z termoobiegiem to temperatura, przy której ser zdąży się roztopić równomiernie, zanim zdąży się spalić od góry — termoobieg rozprowadza ciepło równo, więc brzegi naczynia nie wyschną, zanim środek się zagrzeje. Gotowość widzisz, nie mierzysz zegarkiem: ser przechodzi z matowego, białego koloru w błyszczący, miejscami złocisty na wierzchu. Jak twój piekarnik grzeje nierówno, co w domowych warunkach się zdarza, obróć naczynie w połowie pieczenia.
Cierpliwość tutaj jest potrzebna głównie na początku — przy wytapianiu chorizo i obsmażaniu kurczaka. Jak się pospieszysz na tym etapie, cała reszta dania już tego nie nadrobi, bo smak budujesz tylko raz, na samym starcie.