Zdjęcie AISemifreddo jogurtowe, świeży deser bez żelatyny
Lekki, orzeźwiający deser bez żelatyny – kremowe semifreddo jogurtowe z truskawkami, borówkami i kiwi.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki
- 500 g Jogurt naturalny chudy
- 200 ml Śmietanka
- 20 g Cukier puder
- 180 g Mleko skondensowane słodzone
- 300 g Truskawka
- 1 pęczek Borówka amerykańska garść
- 1 szt. Kiwi
- 1 pęczek Mięta kilka listków
Kroki
W misce wymieszaj mleko skondensowane z jogurtem, mieszając łopatką do uzyskania gładkiej masy.
Osobno ubij śmietankę z cukrem pudrem mikserem na puszystą pianę, a następnie delikatnie wmieszaj ją w masę jogurtową.
Przelej krem do formy do zamrażania, przykryj i wstaw do zamrażarki na 45 minut.
45 minUmyj i osusz truskawki i borówki, pokrój truskawki i kiwi w kostkę.
Wyjmij krem z zamrażarki i wylej połowę do keksówki wyłożonej folią spożywczą.
Rozłóż pokrojone owoce na powierzchni kremu.
Przykryj owoce resztą kremu, wyrównaj i przykryj folią.
Wstaw do zamrażarki na co najmniej 4 godziny.
240 minPrzed podaniem wyjmij semifreddo z formy, odstaw na kilka minut w temperaturze pokojowej, udekoruj miętą i owocami.
Semifreddo to po włosku „pół zmrożone” i to słowo mówi wszystko – to nie jest lody na patyku ani sorbet, to krem, który zamarza tylko tyle, żeby dało się go kroić w plastry, ale który topi się w ustach jak śmietana, a nie jak kostka lodu. Cały mechanizm polega na tym, że nie ubijasz tu wody w kryształki, tylko zamrażasz tłuszcz i powietrze – stąd brak maszynki do lodów i brak żelatyny, i stąd ten sam, znany ci z lodów domowych problem: jeśli coś zrobisz źle, wyjdzie ci twarda cegła z lodu, a nie krem.
Powodzenie wisi na trzech rzeczach. Pierwsza – ile powietrza wbijesz w śmietanę, bo to powietrze, nie cukier, trzyma strukturę i nie dopuszcza do powstania dużych kryształków lodu, które czujesz jako szron na zębach. Druga – tłuszcz ze śmietanki i cukier z mleka skondensowanego, które obniżają temperaturę zamarzania wody, więc masa nie zamienia się w jedną twardą płytę, tylko w coś, co nóż bierze gładko. Trzecia – czas w zamrażarce, który tu naprawdę jest dolną granicą, nie wyrokiem: forma w keksówce jest wysoka i wąska, a domowa zamrażarka w polskim mieszkaniu rzadko mroźi tak równo jak przemysłowa, więc u ciebie te cztery godziny mogą być sześć, zależnie jak głęboko w zamrażarce stoi.
Mit, który tu trzeba ściąć: niektórzy mówią, że bez żelatyny lub bez maszynki do lodów nie da się zrobić niczego, co się kroi. Nie, bo to tłuszcz ze śmietanki, ubity na sztywno, trzyma kształt sam – żelatyna jest potrzebna w musach na bazie wody czy soku, nie w kremie, gdzie tłuszczu jest tyle, że on sam zastyga jak masło w lodówce, tylko w niższej temperaturze.
Jogurt naturalny chudy daje kwaśność i lekkość – bez niego masa byłaby tylko słodkim masłem zamrożonym. Chudy działa tu lepiej niż tłusty, bo tłuszcz i tak dostarczy śmietanka, a jogurt ma robić kontrast kwasu, nie dokładać kolejnej warstwy tłuszczu, która by zagłuszyła smak owoców. Jeśli nie masz jogurtu naturalnego, szukasz czegoś równie kwaśnego i gładkiego bez grudek – maślanka zagęszczona odciśnięciem przez gazę zda się podobnie, ale efekt będzie mniej kremowy.
Śmietanka to szkielet całej konstrukcji, nie dodatek. Musi mieć dość tłuszczu, żeby się ubiła na sztywno – to zobaczysz, nie zmierzysz: piana powinna stawać w szczytach, które nie opadają, kiedy wyjmiesz mikser. Ubijasz ją chłodną, najlepiej z chłodną miską, bo ciepła śmietana się nie spieni, tylko zmieni się w maślankę z grudkami masła – to jest prawdziwa przyczyna, dla której „ubijanie się nie udaje”, nie wina miksera. Cukier puder wsypujesz dopiero, gdy piana zaczyna gęstnieć, bo wsypany na początek rozpuszcza się gorzej i rozrzedza pianę zamiast ją wzmacniać.
Mleko skondensowane słodzone robi dwie rzeczy naraz: słodzi i – to ważniejsze – jego cukier wiąże część wody w masie, więc ta woda zamarza w mniejsze kryształki, a nie w jedną twardą płytę. To jest cała chemia stojąca za miękkością semifreddo, żadna magia. Nie zamieniaj go bez przemyślenia na coś mniej gęstego, bo stracisz tę funkcję, nie tylko słodycz – jeśli musisz, szukaj zamiennika gęstego i słodkiego w podobnym stopniu, np. zgęszczonego mleka bez laktozy, nie zwykłego mleka z cukrem.
Owoce – truskawki, borówki, kiwi – to nie dekoracja, to przerywnik tekstury i kwasu w środku gładkiego kremu, więc kroisz je w kostkę świadomie niedużą, żeby nóż przy krojeniu całego semifreddo nie rozwalał kawałków na boki. Wybieraj truskawki twarde, nie te już miękkie z plamami – miękkie puszczą sok w zamrażarce i zrobią lodowe kieszenie. Sezon na truskawki w Polsce to maj-czerwiec, poza nim lepiej wziąć mrożone, odciśnięte z nadmiaru wody, niż te szklarniowe bez smaku i twarde jak kamień.
Forma w keksówce wyłożona folią to nie kaprys – folia daje czystą powierzchnię do wyjęcia, bez niej masa przymarza do metalu i wyjmowanie urywa ci kawałki brzegu. Przed podaniem odstawienie na kilka minut w temperaturze pokojowej nie jest formalnością: to czas, w którym najbardziej zmrożona warstwa przy powierzchni mięknie z twardego lodu do kremu, który da się gładko przeciąć – patrzysz, jak nóż wchodzi bez oporu, nie liczysz minut na zegarku, bo w ciepłej kuchni to będzie szybciej niż w chłodnej.
Cierpliwość jest tu składnikiem dosłownie: cztery godziny to minimum, a jeśli skrócisz, środek zostanie płynny i semifreddo się rozpłynie na talerzu zamiast zostać w kształcie plastra. Lepiej zrobić je dzień wcześniej i zapomnieć w zamrażarce na noc, niż patrzeć na zegarek i wyjmować za wcześnie z niecierpliwości.