Zdjęcie AIIndycze piersi „maître d'hôtel”
Indycze piersi w sosie z suszonych grzybów i śmietanki, flambirowane koniakiem.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki

- 4 szt. Indycze piersi
- Śmietana kremówka
- Suszone borowiki
- Masło
- Mąka
- Brandy lub koniak
- Sól do smaku
Kroki
Wieczorem dzień wcześniej zalać suszone borowiki gorącą wodą i odstawić na noc.
Posolić indycze piersi i obtoczyć je w mące.
Na patelni rozpuścić masło, włożyć piersi i szybko obsmażyć z obu stron.
Dodać brandy (lub koniak) i flambirować.
Gdy ogień zgaśnie, przełożyć piersi na talerz.
Na tę samą patelnię wlać ćwiartkę śmietany kremówki oraz posiekane grzyby.
Przełożyć piersi z powrotem na patelnię i gotować około 5 minut, aż sos lekko zgęstnieje. Mięso jest gotowe, gdy w środku osiągnie 74°C.
5 minPodawać na gorąco.
To jest zwykły francuski klasyk, tylko oszukany suszonymi borowikami zamiast świeżych grzybów, co w polskiej kuchni ma sens, bo borowik suszony jest u nas tańszy i mocniejszy w smaku niż jakikolwiek pieczarkowy twór z marketu. Powodzenie tego dania nie leży w mięsie — pierś z indyka to prosty, chudy mięsień, który i tak się zrobi, jeśli nie przesadzisz z ogniem. Powodzenie leży w sosie i w tym, czy pozwolisz mu dojść do swojej konsystencji, a nie do zegarka.
Mąka na mięsie to nie dekoracja. Ona robi dwie rzeczy: tworzy skórkę, która się zrumienia szybciej niż samo mięso (bo skrobia karmelizuje w niższej temperaturze niż białko), i potem rozpuszcza się częściowo w śmietanie, lekko ją zagęszczając. Dlatego obtaczasz piersi, zanim wejdą na patelnię — bez tego sos będzie rzadki i wodnisty, a mięso szare, bez tej przyjemnej, lekko chrupiącej otoczki.
Flambirowanie brandy to nie efekt sceniczny dla gości, choć wygląda efektownie. Alkohol pali się, bo odparowuje i jego pary łapią ogień — a to, co się wypala, to etanol i jego ostry, "chemiczny" zapach. Zostaje smak alkoholu bez jego agresywności. Jeśli nie masz odwagi albo kuchenka gazowa nie współpracuje, możesz po prostu odparować brandy na dużym ogniu przez minutę — efekt smakowy będzie bardzo zbliżony, tylko bez show.
Zacznijmy od borowików, bo to one dźwigają cały smak tego dania. Suszony grzyb ma smak skoncentrowany — woda z niego uciekła, a glutaminiany, które dają ten głęboki, "mięsny" posmak umami, zostały. Stąd namaczanie na noc: to nie jest formalność, to czas potrzebny, żeby woda wniknęła z powrotem do struktury grzyba i go zmiękczyła, zamiast go tylko spłukać z pyłu. Jeśli zapomnisz namoczyć wieczorem, można przyspieszyć sprawę gorącą wodą i czterdziestu minutami czekania, ale efekt będzie trochę słabszy — grzyb nie zdąży się w pełni "odżyć". Kryterium wyboru zamiennika jest proste: szukasz czegoś suszonego i skoncentrowanego w smaku grzybowym, nie świeżego i wodnistego. Suszone podgrzybki czy maślaki zadziałają podobnie, świeże pieczarki — nie zadziałają, bo nie mają tej intensywności.
Śmietana kremówka musi być tłusta, bo to tłuszcz trzyma emulsję sosu, gdy się go podgrzewa z alkoholem i sokami z mięsa. Śmietana 12% się zwarzy — rozdzieli na wodę i białko, i dostaniesz grudki w sosie zamiast gładkiej konsystencji. Jeśli nie masz kremówki, trzeba sięgnąć po coś o podobnej zawartości tłuszczu — śmietankę 30% plus, a nie cokolwiek niższego.
Masło na patelni ma dwa zadania: przenosi ciepło równomiernie i samo wnosi smak, którego nie da olej. Problem w tym, że masło pali się przy niższej temperaturze niż olej — zaczyna dymić i gorzknieć, gdy patelnia jest za rozgrzana. Dlatego obsmażanie piersi musi być "szybkie z obu stron" na ogniu, który widzisz jako intensywne skwierczenie, nie jako dym. Jeśli masło zaczyna brązowieć zbyt szybko i pachnieć orzechowo-spalenizną, zdejmij patelnię na chwilę z ognia — to znak, że za gorąco.
Mąka jaką masz w kuchni — pszenna, uniwersalna — w zupełności wystarczy, nie trzeba kombinować z niczym specjalnym. Jej rola kończy się na obtoczeniu mięsa i delikatnym zagęszczeniu sosu; to nie jest sos na bazie zasmażki, więc nie oczekuj gęstości budyniu.
Brandy czy koniak — tu kryterium jest proste: chcesz coś mocnego, o smaku, który przetrwa ogień i zostanie w sosie jako nuta, nie jako cały aromat. Winiak polski też zadziała, bo mechanizm jest ten sam: alkohol się pali, zostaje esencja smakowa. Czego unikać: wódki czystej, bo nie ma w niej nic do wypalenia poza samym alkoholem — zostanie pustka, nie smak.
Temperatura na patelni przy dodawaniu śmietany i grzybów powinna być umiarkowana — tyle, żeby sos lekko bulgotał, a nie wrzał gwałtownie. Przy silnym wrzeniu śmietana się rozdziela, grzyby się nie zdążą oddać smaku, tylko się rozpadną. Widzisz gotowość sosu, kiedy przestaje być płynny jak woda i zaczyna oblepiać łyżkę — to jest ten moment, nie liczba na zegarku. Pięć minut to dolna granica, czasem potrzeba więcej, jeśli sos jest bardziej wodnisty z powodu grzybów.
W polskiej kuchni to danie dobrze wypada z kaszą, bo kasza — gryczana czy pęczak — wchłania ten grzybowy sos lepiej niż ziemniaki, które same mają dość smaku i trochę się z sosem "kłócą". Ale jeśli wolisz ziemniaki, to żadny grzech, po prostu ugniatasz je na purée, żeby też łapały sos, a nie leżały obok jako osobna rzecz na talerzu. Zupa przed tym — jakiś prosty bulion czy krem — nie zaszkodzi, bo samo danie jest dość intensywne i tłuste, lekki początek posiłku równoważy całość.
Nie udawaj, że to danie jest skomplikowane technicznie — jest proste, ale wymaga cierpliwości w dwóch momentach: w nocnym moczeniu grzybów i w patrzeniu na sos, zamiast odchodzić od patelni. To właśnie cierpliwość, nie umiejętności, decyduje tutaj o różnicy między sosem gładkim i głębokim a sosem rzadkim i płaskim w smaku.