Zdjęcie AIPizza Margherita
Klasyczna pizza Margherita z chrupiącym ciastem, sosem pomidorowym, mozzarellą fior di latte i świeżą bazylią.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki

- 220 g Mąka pszenna typu mocnego, do wypieku pizzy
- 320 g Mąka pszenna
- 330 ml Woda
- 40 g Oliwa z oliwek
- 8 g Sól
- 5 g Drożdże
- 300 g Fior di latte pokrojony na drobne kawałki
- 400 g Passata pomidorowa
- Sól do smaku
- Oregano do smaku
- Bazylia świeża, do smaku
- Oliwa z oliwek do smaku
Kroki
Wsyp do miski mąkę pszenną, rozpuść drożdże w wodzie i dodaj do mąki, energicznie zagniataj ciasto rękami.
Dodaj oliwę z oliwek i sól, kontynuuj wyrabianie, aż ciasto stanie się gładkie i jednolite.
Przełóż ciasto do miski, przykryj folią spożywczą i zostaw do wyrośnięcia.
120 minWyłóż ciasto na posypaną mąką powierzchnię, podziel na dwie równe części, uformuj kulki, połóż na tacy, przykryj folią.
Zostaw ciasto do wyrośnięcia.
30 minPrzełóż ciasto na posypaną mąką powierzchnię i uformuj placki na pizzę, rozciągając ciasto głównie rękami.
Ułóż placki ciasta w dwóch natłuszczonych oliwą formach do pieczenia, rozprowadź warstwę sosu pomidorowego doprawionego oliwą i oregano.
Piecz w piekarniku nagrzanym do 250 stopni.
7 minWyjmij pizze i dodaj fior di latte pokrojony na drobne kawałki.
Wstaw z powrotem do piekarnika.
7 minDodaj kilka listków świeżej bazylii i podawaj na gorąco.
Margherita wygląda na najprostszą pizzę na świecie, bo widać na niej tylko trzy rzeczy: ciasto, pomidor, mozzarellę. Właśnie dlatego nie ma się za czym schować. Jeśli ciasto jest surowe w środku albo sos jest wodnisty, nic tego nie zamaskuje – to nie jest pizza na przyprawy, to pizza na technikę.
Całe powodzenie rozgrywa się w trzech momentach, które łatwo przeoczyć, bo wyglądają jak czekanie, a nie jak gotowanie. Pierwszy to wyrastanie ciasta – to nie jest przerwa w przepisie, tylko część przepisu. Drugi to temperatura pieca, bo domowy piekarnik i piec pizzerski to dwa różne światy, i trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Trzeci to moment, w którym dokładasz ser – za wcześnie, i pizza pływa w wodzie z mozzarelli, zamiast błyszczeć.
Niektórzy mówią, że dobra pizza to kwestia dobrego pieca, kropka, w domu się nie da. Nie do końca – 250 stopni w zwykłym piekarniku nie da ci skórki jak z pieca opalanego drewnem, ale da porządną, chrupiącą pizzę, jeśli rozegrasz ciasto i wilgotność sosu z głową. Piec jest ważny, ale nie jest wymówką.
Mąka pszenna "typu mocnego" to taka, która ma dość glutenu, żeby wytrzymać długie wyrastanie i rozciąganie na placek bez dziurawienia się. To nie jest kaprys, tylko mechanika – słaba mąka da ciasto, które się rwie, kiedy próbujesz je rozciągnąć rękami, i kurczy się z powrotem zamiast trzymać kształt. Jeśli nie masz takiej mąki w domu, szukaj mąki chlebowej o wyższej zawartości białka niż zwykła uniwersalna – to kryterium, nie konkretna marka.
Drożdże i woda to silnik wyrastania, a 120 minut plus kolejne 30 to nie liczby wyryte w kamieniu, tylko dolna granica. Ciasto jest gotowe, kiedy widać, że urosło wyraźnie – podwoiło objętość, jest miękkie, elastyczne, nie opiera się, kiedy wgniatasz w nie palec. Jeśli w kuchni jest chłodno, poczekaj dłużej, cierpliwość jest tu składnikiem tak samo jak mąka – ciasto, które się spieszy, mści się potem twardą, ciężką skórką.
Oliwa w cieście nie jest dodatkiem smakowym w pierwszej kolejności – nawilża glutenową siatkę i sprawia, że ciasto jest bardziej elastyczne przy rozciąganiu, mniej się kurczy. Sól dodajesz po oliwie z konkretnego powodu: sól w bezpośrednim kontakcie z surowymi drożdżami spowalnia ich pracę, więc kolejność w przepisie nie jest przypadkowa.
Passata to przecier bez kawałków i bez gotowania – dzięki temu sos na pizzy pozostaje świeży i lekko kwaskowaty, a nie gotowany jak na makaron. Rozprowadzasz go cienko, bo gruba warstwa sosu to woda, która nie ma czasu odparować w te kilka minut pieczenia – stąd mokry środek pizzy, na który narzeka prawie każdy początkujący. Jeśli nie masz passaty, dobry pomidor z puszki zblendowany bez wody też się sprawdzi, kryterium jest gęstość, nie etykieta.
Fior di latte to mozzarella z mleka krowiego, miększa i bardziej wodnista niż ser dojrzewający, i dlatego dokładasz ją dopiero w połowie pieczenia, a nie na starcie – inaczej cała woda z sera wsiąka w ciasto, zanim skórka zdąży się zrobić. Krojenie na drobne kawałki, a nie na plastry, to też nie estetyka – mniejsze kawałki topią się szybciej i równomierniej w te kilka minut, które im zostały. Jeśli fior di latte jest trudno dostępny, szukaj mozzarelli o niskiej zawartości wody – dojrzewająca mozzarella w kulkach do sałatek, dobrze odsączona, też zadziała.
Piec nagrzany do 250 stopni to góra tego, co większość domowych piekarników w ogóle oferuje, i warto to sobie uczciwie powiedzieć – piec pizzerski pracuje w temperaturach kilka razy wyższych, stąd te charakterystyczne przypalone bąble na brzegu, których w domu raczej nie osiągniesz. To nie porażka, to inna fizyka. W domu znakiem gotowości jest brzeg ciasta – powinien być złoty, miejscami lekko przyrumieniony, sprężysty, a nie blady i miękki jak przed włożeniem do piekarnika. Dwie pizze na dwie osoby to porcja, po której nie trzeba dokładać ziemniaków – to już pełny posiłek, choć nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przed nią zjeść lekką zupę, jak w zwyczaju tutejszej kuchni.
·