Zdjęcie AIMuffiny czekoladowe
Wilgotne muffiny czekoladowe z kawałkami gorzkiej czekolady - idealne na śniadanie lub podwieczorek.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki
- 1 szt. Jajka
- 1 łyżeczka Cukier waniliowy
- 170 g Cukier
- 125 g Masło
- 140 g Czekolada gorzka drobno posiekana
- 100 ml Mleko
- 100 ml Crème fraîche
- 50 g Czekolada gorzka grubo posiekana
- 165 g Mąka
- 10 g Kakao w proszku
- 1.5 łyżeczka Proszek do pieczenia
- 1 szczypta Sól
Kroki
Ubij jajka, cukier waniliowy i cukier na jasną, puszystą masę.
3 minRoztop masło w rondelku na małym ogniu, po czym od razu zdejmij rondelek z ognia.
Dodaj do rondelka drobno posiekaną czekoladę gorzką i mieszaj, aż czekolada się rozpuści.
2 minDodaj masę czekoladowo-maślaną do miski z jajkami i cukrem i razem ubij.
Dodaj mleko, crème fraîche i połowę grubo posiekanej czekolady gorzkiej, wymieszaj.
2 minWymieszaj mąkę, kakao w proszku, proszek do pieczenia i sól, przesiej do ciasta i dobrze wymieszaj.
2 minRozłóż ciasto do foremek na muffiny i posyp wierzch drugą połową czekolady.
2 minPiecz w nagrzanym piekarniku z termoobiegiem w 170 stopniach 20 minut, aż muffiny będą upieczone w środku.
20 minOdstaw do ostygnięcia na kratce.
15 min
Muffinka czekoladowa stoi na trzech nogach: napowietrzonych jajkach z cukrem, rozpuszczonej czekoladzie z masłem i chemicznym spulchniaczu. Jak jedna z tych nóg kuleje, ciasto wychodzi płaskie albo gumowate. Powodzenie zależy głównie od tego, czy nie zabijesz piany z pierwszego kroku ciężką, gorącą masą czekoladową i czy nie przesadzisz z mieszaniem na końcu.
Ubijanie jajek z cukrem na „jasną, puszystą masę" to nie estetyka, to wbijanie powietrza, które potem w piekarniku rozszerza się i unosi ciasto razem z proszkiem do pieczenia. Dlatego masło z czekoladą musi najpierw ostygnąć do temperatury, przy której nie parzy palca, zanim wleje się je do jajek – gorący tłuszcz rozbija pęcherzyki powietrza i część tej pracy idzie na marne.
Niektórzy mówą, że do muffinek trzeba mieszać ciasto „aż będzie gładkie". Nie, bo właśnie gładkość jest tu wrogiem – gluten z mąki, długo mieszany, robi z miękkiego środka gumową podeszwę. Mąkę z kakao i proszkiem łączy się tylko do zniknięcia suchych grudek, nic więcej.
Czekolada gorzka dzieli się tu na dwie role. Pierwsza partia, drobno posiekana, topi się w maśle i daje ciastu smak w każdym kęsie – im wyższa zawartość kakao, tym mniej słodkie i bardziej wyraziste wyjdzie ciasto, więc jeśli lubisz słodziej, bierz czekoladę bliżej 60%, nie 85%. Druga partia, grubo posiekana, ma zostać kawałkami – część idzie do ciasta, część na wierzch, żeby po przekrojeniu było widać roztopione kropki, a nie jednolitą masę. Kryterium zamiennika: cokolwiek topi się gładko i ma wyraźny smak kakaowy, więc dobra gorzka czekolada w kostce zawsze wygra z czekoladą deserową czy kroplami przeznaczonymi do pieczenia, bo te drugie często są specjalnie zrobione tak, by się nie rozlewały – a tu chcemy odwrotnie.
Masło roztopione na małym ogniu i od razu zdjęte z palnika to zabezpieczenie przed przypaleniem białek mleka na dnie rondelka – przy dużym ogniu masło potrafi się rozwarstwić i przypalić, zanim zdążysz zareagować. Jak nie masz pod ręką crème fraîche, kryterium zamiennika to tłusty, lekko kwaśny produkt mleczny – gęsta śmietana z odrobiną jogurtu albo kwaśna śmietana 18% spełnią tę samą rolę: dodają wilgoci i delikatnej kwasowości, która przełamuje słodycz.
Proszek do pieczenia i sól to dwoje pracowników o różnych zadaniach – proszek podnosi ciasto, sól wzmacnia smak czekolady (bez niej ciasto smakuje płasko, nawet jeśli jest słodkie dokładnie tak samo). Przesiewanie tej suchej mieszanki ma jeden cel: rozprowadzić proszek do pieczenia równomiernie, żeby nie trafiła ci się w jednym kęsie gorzka grudka sody, a w drugim nic.
170 stopni z termoobiegiem w domowej kuchence to temperatura, przy której środek zdąży się upiec, zanim brzegi wyschną – termoobieg grzeje równiej niż grzałki góra-dół, ale piekarniki domowe potrafią kłamać nawet o 10-15 stopni, więc jeśli twój piecze gorącej niż pokazuje pokrętło, pilnuj wierzchu po 15 minucie. Gotowość sprawdzasz patykiem: wbity w środek największej muffinki powinien wyjść z wilgotnymi okruchami, nie z mokrym ciastem, ale też nie czysty do sucha – to już oznacza, że ciasto zdążyło wyschnąć.
Chłodzenie na kratce przez 15 minut to nie formalność tylko dalsze dopiekanie parą uwięzioną w cieście – ciepło z wierzchu i boków wyrównuje się ze środkiem, który był najbardziej surowy. Jak wyjmiesz muffinki od razu z formy na talerz, spód zrobi się wilgotny od pary, która nie ma gdzie uciec.
Z tych proporcji wychodzi 12 muffinek – na tyle, żeby starczyło na kawę dla całej rodziny przez dwa dni, albo na jedno spotkanie przy stole. Cierpliwość jest tu składnikiem w dwóch miejscach: przy chłodzeniu masła przed dodaniem do jajek i przy chłodzeniu gotowych muffinek – oba razy chodzi o to samo, żeby nie zepsuć w pośpiechu tego, co już dobrze wyszło.