Zdjęcie AISernik pistacjowy
Kremowy sernik na spodzie z herbatników, z orzechowo-pistacjowym kremem i nutą białej czekolady.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki
- 200 g Herbatniki
- 120 g Masło
- 120 g Pistacje
- 120 g Cukier puder
- 100 g Biała czekolada
- 30 g Masło
- 50 ml Mleko
- 150 ml Śmietanka
- 250 g Ricotta
- 250 g Serek śmietankowy
- 8 g Żelatyna
Kroki
Rozdrabniamy herbatniki za pomocą blendera i łączymy z roztopionym masłem. Przekładamy masę do formy o średnicy 22 cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównujemy łyżką.
Wstawiamy formę do lodówki.
Pistacje gotujemy we wrzącej wodzie.
10 minOdcedzamy pistacje na sicie i wykładamy na ręcznik kuchenny, rozcierając nim orzechy, aby zdjąć skórkę. Przekładamy do blendera i rozdrabniamy razem z cukrem pudrem na gęsty i gładki krem.
Na małym ogniu rozpuszczamy 30 g masła razem z mlekiem i posiekaną białą czekoladą. Dodajemy krem pistacjowy i mieszamy do połączenia. Przelewamy krem do pojemnika i schładzamy.
Namaczamy żelatynę w zimnej wodzie; gdy zmięknie, odciskamy i rozpuszczamy w 50 ml ciepłej śmietanki.
W dużej misce ubijamy mikserem elektrycznym serek śmietankowy i ricottę, następnie dodajemy schłodzony krem pistacjowy i dokładnie mieszamy.
Ubijamy pozostałą śmietankę i delikatnie wmieszujemy ją w krem. Wlewamy rozpuszczoną w śmietance żelatynę i mieszamy.
Przekładamy gotowy krem na spód z herbatników i wyrównujemy szpatułką.
Wstawiamy do lodówki na co najmniej 3 godziny.
180 minPrzed podaniem dekorujemy według uznania kruszonymi pistacjami.
To sernik na zimno, bez pieczenia – cały efekt trzyma się na żelatynie i na tym, że masło z czekoladą zastygają w lodówce. Pistacje nie są tu dodatkiem na koniec, tylko bazą smaku, więc od nich zależy, czy wyjdzie coś, co faktycznie pachnie orzechami, czy tylko zielony krem o smaku cukru pudru. Powodzenie całości rozstrzyga się w trzech momentach: jak dokładnie obierzecie pistacje ze skórki, czy żelatyna dobrze się rozpuści, i czy dacie temu wystarczająco dużo czasu w lodówce, zanim zaczniecie kroić.
Niektórzy mówią, że sernik „na zimno” to sernik dla leniwych, bo nie trzeba pilnować piekarnika. Nie do końca – tu pilnujesz innych rzeczy: temperatury czekolady, żeby się nie zważyła, i tego, żeby żelatyna nie trafiła do zimnego kremu, bo wtedy robi się w nim grudki zamiast równo się rozejść. Lenistwo nie wchodzi w grę, zmienia się tylko rodzaj uwagi.
Spód z herbatników to osobna historia ekonomiczna – kiedyś ciasto kruche do sernika trzeba było upiec osobno, a ktoś wpadł na to, że pokruszone herbatniki z masłem dają ten sam efekt bez włączania piekarnika. Taniej, szybciej, i prawie nie do odróżnienia w smaku, bo masło i tak jest głównym nośnikiem smaku w kruchym spodzie.
Cierpliwość jest tu składnikiem równie ważnym jak żelatyna – trzy godziny w lodówce to dolna granica, nie cel do wyrobienia. Jeśli krem po tym czasie przy nacięciu nożem jeszcze się rozlewa, a nie trzyma kształtu, zostawcie go dłużej, najlepiej na noc.
Pistacje gotujecie we wrzątku nie po to, żeby je ugotować, tylko żeby skórka puściła – to ten sam mechanizm, co przy obieraniu migdałów. Chwila w gorącej wodzie rozluźnia błonkę, a potem rozcieranie w ręczniku ją zdziera. Jeśli zostawicie skórkę, krem będzie gorzki i szarawy zamiast intensywnie zielonego – to jest ta wada, której unikacie tym krokiem, nie estetyka. Kryterium wyboru pistacji: surowe, niesolone, bez łupin. Solone z paczki do przekąsek nie nadają się, bo sól i olej z nich zmienią cały bilans smaku kremu.
Biała czekolada w tym przepisie nie jest smakiem, tylko spoiwem – topi się razem z masłem i mlekiem na małym ogniu, czyli na takim, przy którym masa się leniwie mieszka, a nie bulgocze. Mechanizm jest prosty: za wysoka temperatura rozdziela tłuszcz kakaowy od reszty i czekolada się zważy, zrobi ziarnista zamiast gładka. Jeśli to się stanie, nie ma już odwrotu, trzeba zaczynać od nowa – stąd ten ostrożny, mały ogień, nie z lenistwa, tylko z konieczności.
Żelatyna to jedyny element, który naprawdę trzyma strukturę sernika bez pieczenia. Namaczacie ją w zimnej wodzie, żeby spęczniała i równo się rozpuściła, potem rozpuszczacie w ciepłej (nie wrzącej) śmietance – zbyt gorąca zabija jej właściwości żelujące. Jeśli nie macie żelatyny w proszku, liście działają tak samo, liczy się tylko gramatura, nie forma. Bez żelatyny w ogóle wyjdzie wam smaczny, ale leniwy mus, który nie utrzyma kształtu przy krojeniu – to już nie będzie sernik, tylko deser w pucharkach, co też jest uczciwą opcją, jeśli komuś na tym zależy.
Ricotta i serek śmietankowy razem dają coś, czego żaden z nich nie da osobno: ricotta ma strukturę, ale mało tłuszczu, serek śmietankowy ma tłuszcz i gładkość, ale sam w sobie jest mdły. Kryterium zamiennika: potrzebujecie miękkiego twarogu o wysokiej zawartości tłuszczu i niskiej wilgotności – stąd czasem zamiast ricotty można użyć dobrze odciśniętego twarogu sernikowego, byle nie był wodnisty, bo wtedy krem się nie zetnie tak, jak powinien.
Ubita śmietanka wchodzi do kremu na końcu i delikatnie, nie mikserem na pełnych obrotach – chodzi o to, żeby nie wybić z niej powietrza, które ma zrobić sernik lekkim, a nie zbitym jak masło orzechowe. To ta sama logika, co przy wyrabianiu ciasta drożdżowego: im więcej napowietrzycie na początku, tym mniej będziecie musieli walczyć z gęstością na końcu.
Forma 22 cm na 6 porcji to przyzwoita wysokość kawałka, nie cieniutki plasterek – w zwykłej kuchence w mieszkaniu to wygodny rozmiar, bo mieści się w każdej lodówce i nie trzeba kombinować z miejscem na półce przez te trzy godziny stygnięcia.