Krem z ciecierzycy po prowansalskuZdjęcie AI

Krem z ciecierzycy po prowansalsku

Rozgrzewający krem z ciecierzycy z warzywami, ziołami i oliwą z oliwek.

Porcje: 4 Gotowanie 60 min Zupy
Wegańskie
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.

Składniki

Kroki

  1. Namoczyć ciecierzycę na noc z liściem laurowym i wodorostami kombu

  2. Ugotować ciecierzycę w dużej ilości wody przez około 2 godziny, dodając sól na końcu

    120 min
  3. Pokroić i podsmażyć cebulę dymkę w garnku na oliwie z oliwek

    3 min
  4. Dodać pokrojoną w kostkę marchew i ziemniak, podsmażać kilka minut

    5 min
  5. Dodać ugotowaną ciecierzycę, doprawić solą, czarnym pieprzem i świeżymi ziołami

  6. Przykryć i gotować 35 minut

    35 min
  7. Dodać umyty szpinak

  8. Wymieszać, chwilę poczekać i zdjąć garnek z ognia

  9. Lekko ostudzić zupę, następnie zmiksować blenderem do jednolitej konsystencji

  10. Podać zupę krem ciepłą z grzankami i oliwą z oliwek

Co zostało zmienione

Zastąpiono trudno dostępny ogórecznik składnikiem Szpinak łatwiej dostępnym w polskich sklepach.

Krem z ciecierzycy po prowansalsku to zupa, która żyje z dwóch rzeczy: z tego, jak długo ciecierzyca moczyła się i jak długo się gotowała, oraz z tego, czy w garnku powstała baza smakowa, a nie tylko zalane wodą warzywa. To nie jest zupa „na szybko” – ciecierzyca to roślina strączkowa z twardą skórką, a cierpliwość jest tu składnikiem równie ważnym jak sama ciecierzyca.

Namaczanie na noc to nie rytuał, to fizyka: suche ziarno wciąga wodę i pęcznieje, dzięki czemu gotuje się równomiernie i krócej. Liść laurowy i kombu dodane do wody moczenia nie są dekoracją – kombu zawiera enzymy i minerały, które pomagają rozkładać związki odpowiedzialne za wzdęcia po roślinach strączkowych, a przy gotowaniu lekko zmiękczają skórkę ziarna. Niektórzy mówią, że sól w wodzie do moczenia albo gotowania ciecierzycy "zahartowuje" skórkę i ziarno się nie rozgotuje. Nie, bo jest odwrotnie: sól dodana za wcześnie usztywnia strukturę skórki i ziarno gotuje się dłużej, nierównomiernie, czasem zostaje twarde w środku mimo godzin na ogniu. Dlatego sól wchodzi na końcu gotowania ciecierzycy, nie na początku.

Gotowość ciecierzycy nie poznasz po zegarze, tylko po ziarnie: bierzesz jedno między palce i je rozgniatasz – ma się rozpadać gładko, bez twardego rdzenia. Dwie godziny to dolna granica, bo zależy od wieku ziarna, wody w Twoim kranie i wielkości garnka. Podobnie z cebulą dymką podsmażaną na początku: nie liczysz minut, patrzysz, jak traci surowy, szklisty wygląd i robi się miękka, lekko przezroczysta – to znak, że można dodawać dalej, a nie zegarek.

Marchew i ziemniak wchodzą do garnka nie dla smaku same z siebie, ale by zagęścić i wyrównać krem – skrobia z ziemniaka i miękkość marchewki po zblendowaniu dają tej zupie aksamitną, kremową teksturę bez użycia śmietany czy mąki. Jeśli marchewki nie masz, wystarczy coś korzeniowego i słodkawego – pietruszka, pastynak, nawet kawałek dyni zadziała na tej samej zasadzie: daje objętość i naturalną słodycz, która łagodzi ziemistość ciecierzycy.

Szpinak dodajesz na samym końcu i to ma swój sens: zielone warzywa listne gotowane długo tracą kolor i robią się szare, bo chlorofil się rozpada pod wpływem ciepła i kwasów. Krótki kontakt z gorącą zupą – chwilę poczekać, zdjąć z ognia – wystarczy, żeby szpinak zmiękł, ale krem po zblendowaniu zostanie zielony, a nie oliwkowo-brązowy. Jeśli szpinaku nie masz, każda delikatna zielenina liściowa się nada – jarmuż młody, botwina, nawet młoda kapusta pekińska – kryterium jest takie, żeby liście były delikatne i szybko mięknące, nie twarde jak np. starszy jarmuż, który potrzebowałby dłuższego gotowania i zszarzałby krem.

Świeże zioła posiekane na końcu gotowania, a nie na samym starcie, zachowują swój aromat – olejki eteryczne w ziołach parują przy długim gotowaniu, więc jeśli wrzucisz je razem z cebulą, po godzinie w garnku zostanie z nich tylko wspomnienie. Prowansalskie zioła to klasycznie tymianek, rozmaryn, oregano – ale kryterium wyboru jest proste: coś aromatycznego i niezbyt gorzkiego, co pasuje do roślin strączkowych. Jeśli nie masz świeżych, suszone też zadziałają, ale dodaj je wcześniej, bo suszone zioła potrzebują czasu i wilgoci, żeby się "otworzyć" – to odwrotna logika niż ze świeżymi.

Studzenie przed blendowaniem to nie kaprys, a bezpieczeństwo i efekt: gorąca zupa w zamkniętym blenderze robi parę, która unosi pokrywkę i może Cię poważnie poparzyć – to prawdziwy powód tego kroku, nie estetyka. Miksujesz do gładkości, czyli do momentu, gdy nie czujesz już pod łyżką kawałków warzyw – jeśli krem wychodzi za gęsty, rozcieńczasz wodą z gotowania ciecierzycy, bo ta woda ma już smak i skrobię, w przeciwieństwie do czystej wody z kranu.

W polskiej kuchni ta zupa dobrze się wpisuje w zwyczaj podawania zupy jako pierwszego dania, choć tu krem z ciecierzycy i ziemniaka jest sycący i może śmiało być też głównym posiłkiem – zwłaszcza z grzankami, które dają chrupkość kontrastującą z gładkością kremu. Jeśli masz w kuchni kiszoną ogórek czy kapustę, odrobina kiszonki jako przekąska przed tą zupą dobrze gra z jej delikatną, prowansalską słodyczą – ostrość kiszonki budzi apetyt, zanim wejdzie coś gładkiego i kremowego.

Na domowej kuchence liczy się jedna rzecz: garnek z pokrywką trzymający stabilne, niewielkie bąbelkowanie przy gotowaniu ciecierzycy i później przy 35-minutowym etapie z warzywami – nie gwałtowne wrzenie, które rozbija ziarna ciecierzycy na papkę zanim zdążą się równomiernie ugotować w środku, tylko spokojne, ciche pyrkanie. Palnik ustawiasz tak, żeby to utrzymać, a nie według liczby na gałce.

Zgłoś ten przepis hello@fridge.menu