Zdjęcie AITartaletki jabłkowe
Tartaletki z kremem budyniowym i jabłkową różą na wierzchu.
Etykiety są ustalane automatycznie na podstawie składników i mogą być błędne. Sprawdź opakowanie, jeśli to dla Ciebie istotne.
Składniki

- 2 szt. Jajka
- 100 g Cukier
- 80 g Olej słonecznikowy
- 380 g Mąka
- 0.5 łyżeczka Drożdże
- 1 szt. Jajka
- 2 łyżka Cukier
- 2 łyżka Mąka
- 250 ml Mleko
- 1 szt. Skórka z cytryny
- 2 szt. Jabłko
- 1 łyżka Cukier puder do posypania
Kroki
Mieszamy jajko z cukrem i przesianą mąką na gładką masę, stopniowo wlewając gorące mleko, ciągle mieszając.
Dodajemy startą skórkę z cytryny, gotujemy krem na małym ogniu, stale mieszając, aż zgęstnieje do odpowiedniej konsystencji.
Przekładamy krem do miski, przykrywamy folią spożywczą bezpośrednio na powierzchni i odstawiamy do ostudzenia.
Rozbijamy jajka i ubijamy je z cukrem na jasną, jednolitą masę, dodajemy olej słonecznikowy, drożdże i przesianą mąkę.
Przekładamy ciasto na posypaną mąką powierzchnię i szybko wyrabiamy rękami na gładkie i sprężyste ciasto.
Rozwałkowujemy ciasto na placek o grubości 1 cm i wycinamy krążki o średnicy 8 cm.
Smarujemy formy do muffinek olejem i posypujemy mąką, wykładamy krążki ciasta, formując podstawę, wypełniamy schłodzonym kremem.
Przekrajamy jabłka na pół, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w cienkie plastry obieraczką, zwijamy w formie róży.
Pieczemy tartaletki w piekarniku rozgrzanym wcześniej do 180 stopni.
20 minOdstawiamy tartaletki do ostudzenia i przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.
Tartaletki jabłkowe to w zasadzie miniaturki francuskiej tarte aux pommes, tylko ciasto jest drożdżowe, nie francuskie czy półfrancuskie – stąd szybsze i prostsze w domowej kuchni. Powodzenie zależy od trzech rzeczy niezależnych od siebie: krem musi być zimny, gdy trafia do ciasta, ciasto musi być elastyczne, żeby się nie kurczyło w piekarniku, a jabłko trzeba pokroić tak cienko, żeby się dało zwinąć bez pękania.
Kolejność nie jest przypadkowa. Krem robi się na samym początku właśnie po to, żeby miał czas wystygnąć, zanim zajmiemy się resztą – ciepły krem wpuszczony do surowego ciasta rozlazłby się i rozmoczył spód jeszcze przed pieczeniem. Folia na powierzchni kremu to nie estetyka, to blokada przed skórką – bez niej na wierchu tworzy się zschnięta warstwa, która potem robi grudki przy mieszaniu.
Niektórzy mówą, że do róży trzeba specjalnej odmiany jabłek. Nie, bo chodzi o grubość plastra, nie o odmianę – obieraczka do warzyw daje plasterek tak tani, że zgina się jak papier, a nie łamie. Jabłko twarde czy miękkie, słodkie czy kwaśne – wszystko się zwinie, jeśli jest cienkie.
Jajka w cieście dają strukturę i trochę wilgoci, w kremie – jajko ścina się pod wpływem ciepła i to ono, razem z mąką, zagęszcza mleko do konsystencji budyniu. Jeśli nie masz drożdży pod ręką w tej malutkiej dawce, szukasz czegoś, co da ciastu lekkość bez wyrastania na godziny – proszek do pieczenia w podobnej ilości też zadziała, bo tu drożdże pracują bardziej jako spulchniacz chemiczny niż biologiczny, czasu na wyrastanie i tak nie przewidziano.
Olej słonecznikowy w cieście zamiast masła to kwestia tego, co ma zostać płynne w temperaturze pokojowej – stąd ciasto jest bardziej plastyczne niż łamliwe, łatwiej się wałkuje i nie kruszy przy formowaniu w foremkach. Zamiennikiem jest każdy olej neutralny w zapachu, bez charakteru – oliwa czy olej z orzechów zepsułyby smak, bo wniosłyby własną nutę.
Mleko gotuje się razem z jajkiem i mąką na małym ogniu – i to jest moment, gdzie trzeba patrzeć, nie liczyć minut. Krem zgęstnieje, kiedy bąbelki zaczną się robić gęstsze, a masa przestanie spływać z łyżki płynnie, tylko zacznie opadać w grudkach. Zbyt duży ogień sprawi, że jajko się zetnie w kawałki, zanim mąka zdąży związać płyn – stąd gotowanie na małym ogniu, nie z lenistwa, a z potrzeby równomiernego ogrzewania całej masy.
Skórka z cytryny to nie dekoracja smakowa, a przeciwwaga dla słodyczy kremu i jabłka – bez niej całość robi się mdła. Jeśli nie masz cytryny, szukasz czegoś kwaskowo-aromatycznego: skórka z limonki zadziała podobnie, odrobina wanilii zmieni charakter, ale też przełamie monotonię słodyczy.
Piekarnik na 180 stopni to temperatura, przy której spód ciasta zdąży się upiec i stanie się chrupki, zanim jabłko na wierchu zacznie się przypalać zamiast mięknąć. W domowej kuchence sprawdzasz to wzrokiem – brzegi tartaletek robią się złote, róża z jabłka traci surowy błysk i zaczyna się lekko marszczyć, jak płatek, który przywiądł w cieple. Jeśli piekarnik grzeje nierówno, co w zwykłej domowej kuchni się zdarza, może się okazać, że 20 minut to dolna granica, nie wyrok – trzeba zerknąć wcześniej i ewentualnie dopiec.
Cukier puder na końcu sypie się na zupełnie wystudzone tartaletki – na ciepłych rozpuści się i zrobi lepką warstwę zamiast białego pudru. To niby szczegół, ale cierpliwość tutaj jest składnikiem równie ważnym jak mąka: jeśli pospieszysz się z posypaniem, zepsujesz efekt, na który czekałeś przez cały proces chłodzenia kremu i ciasta.
·